"Polska to moja druga Ojczyzna. Poznałem Europę przez Polskę. W Polskę wpisuje się moje powołanie" - mówi przebywający w Polsce łącznie 9 lat ks. Charles Vianney Tanke z Kamerunu.

   "Zafascynowałem się tym, co robił i robi Jezus. Postanowiłem pójść Jego śladami, mimo że jest to wędrówka bardzo trudna. Teraz to wszystko poznaję jeszcze bliżej. Mam Jezusa obok siebie, a On robi ze mną, co chce. To wspaniałe".

 

   Marzenia z kartki

   Moi krewni w większości byli protestantami, tylko moja mama była katoliczką. Niestety, zmarła, gdy miałem 17 lat. Była jeszcze młoda, pracowała jako położna. Zostałem ochrzczony gdy miałem 13 lat. Wówczas przystąpiłam także do I Komunii św. Tata zmarł jeszcze wcześniej, gdy miałem 5 lat. Był lekarzem, chirurgiem. Będąc w I klasie gimnazjum, usłyszałem na katechezie o Bogu i powołaniu do kapłaństwa od siostry misjonarki Marie-Claude. Siostra często pytała nas, jakie są nasze marzenia. Miała zwyczaj zapisywać je na kartce. Zawsze, kiedy o to pytała, pisałem, że chcę być kapłanem, ale nie stać mnie na takie studia. W III klasie gimnazjum znów zadała takie samo pytanie. Ponownie napisałem to samo.

Siostra Marie-Claude była bardzo charyzmatyczną osobą. Miała dar obcowania z młodzieżą, pociągała ją za sobą. Siostra zainteresowała się mną i pomogła mi. Borykałem się z problemami finansowymi, a szkoła kosztowała. Brałem udział w rekolekcjach powołaniach, które mi bardzo pomogły. Gdy byłem w IV klasie gimnazjum, zmarła moja mama. Nie widziałem przyszłości. Byłem bardzo świadomy tego, czego pragnę. Przyjąłem sakrament chrztu z wielką powagą i świadomością znaczenia tego sakramentu. 

 

   Droga do kapłaństwa

  Siostra misjonarka prowadziła chór, który śpiewał również na pogrzebie mamy i właśnie wtedy siostra powiedziała mi, abym się nie martwił. Rozpoczęły się wakacje i miałem czas na rozmyślanie. Siostra załatwiła mi miejsce w Niższym Seminarium w Batouri. Powiedziała, że dyrektor mnie przyjmie i tam będę się uczył do matury. 

Właśnie w tamtym seminarium poznałem biskupa Eugeniusza Jureczko. Biskup zainteresował się mną i osobiście chciał mnie poznać. Siostra Marie-Claude poparła mnie, opowiedziała biskupowi moją historię. Była moją duchową matką. Do dzisiaj z wdzięczności ją odwiedzam. W Niższym Seminarium potwierdziło się moje powołanie. Odczuwałem, że Bóg mnie woła. Potem było Wyższe Seminarium w Bertoua. Tam przez rok uczyłem się propedeutyki, a przez następne dwa lata filozofii. Była to formacja duchowa i filozoficzna. Po trzech latach miałem odbyć praktykę w parafii, ale ks. biskup Eugeniusz wysłał mnie do Polski. To było wielkie zaskoczenie dla mnie i wrażenie nie do opisania. W 2002 roku we wrześniu przyjechałem do Częstochowy, a w 2003 roku przyjechałem z biskupem Jureczko do Radzionkowa.

Przez rok studiowałem w Częstochowie, w Akademii Polonijnej, ucząc się głównie polskiego.

W maju 2006 r. przyjąłem święcenia diakonatu z rąk biskupa Eugeniusza, który przyjechał specjalnie do Łomży, gdzie byłem pod opiekę biskupa Stanisława Stefanka ? ordynariusza diecezji łomżyńskiej. 

 

   Cel osiągnięty

   W 2007 roku jako diakon wróciłem do Kamerunu, gdzie 29 czerwca 2007 r. przyjąłem święcenia kapłańskie z rąk biskupa Eugeniusza, ordynariusza naszej diecezji Yokadouma. Jedynie babcia doczekała moich święceń i prymicji. Umarła 3 miesiące później. Babcia bardzo lubiła modlitwę różańcową, należała do kółka żywego różańca (Legion de Marie). Jej owocna pobożność maryjna miała duży wpływ na moje powołanie. Dużo jej zawdzięczam. 

Przez rok pracowałem na parafii na wsi, potem przez trzy lata byłem ojcem duchowym w wyższym międzydiecezjalnym Seminarium w Bertoua. Po czterech latach pracy w Kamerunie zrobiłem licencjat i podjąłem studia doktoranckie na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Obecnie pracuję nad doktoratem.