Jak z niewoli przez Domowy Kościół Bóg uzdrawia i wyprowadza na prostą

W młodości byłem ministrantem i pamiętam przecudowne chwile spędzone przy ołtarzu blisko Pana Boga. Lecz młodość wzięła górę, imprezy, dyskoteki, koledzy, praca – to wszystko zatarło mi obraz Boga, liczyła się tylko dobra zabawa, pieniądze, alkohol, dziewczyny. Pamiętam, że czasami mówiłem sobie, że chciałbym mieć dobrą, kochającą żonę, nawet kilka razy wzdychałem do Pana, żeby mnie wysłuchał, ale dalej trwałem w swoich zniewoleniach. W końcu Bóg postawił na mojej drodze Basię, moją obecną żonę. Byłem przeszczęśliwy, jednak dalej nie mogłem skończyć ze starymi przyzwyczajeniami. Urodziła się nam córka Weronika. Na oddziale porodowym dowiedziałem się, że ma wadę serca – dziurkę w sercu o wielkości 7 mm. Trzy lata czekaliśmy na operację. Były to okropne lata, winiłem Boga za wszystko, za to, że mam chore dziecko, że nie mam pieniędzy. Nie dawałem sobie rady, coraz częściej sięgałem po alkohol, moje małżeństwo wisiało na włosku. 

Gdy w końcu doczekaliśmy się operacji, byłem strzępkiem nerwów. Wszystko mogło się zdarzyć, tak mi powiedzieli lekarze, włącznie ze śmiercią. Gdy moja córka trafiła na stół, lekarze zrobili ostatnie badania i wtedy dostaliśmy niesamowitą wiadomość, że nasza córka nie ma żadnej dziurki i operacja nie jest już potrzebna! Trzy lata nam mówiono, że bez operacji się nie obędzie i przy każdym badaniu ten otworek był w serduszku naszej córci... Lekarze powiedzieli tylko tyle, że na pewne rzeczy czasami nie ma odpowiedzi.
Wiedziałem, że to, co otrzymała moja córka, jest od Najwyższego Boga i postanowiłem zmienić swoje życie. Pewnego razu kolega zabrał mnie na rekolekcje. Tam poznałem wspólnotę Domowego Kościoła. Klęcząc w kaplicy, modliłem się do Pana i pytałem, czego On ode mnie chce. Popłakałem się i wtedy usłyszałem głos w sercu: TO JEST DROGA, KTÓRĄ CI WYBRAŁEM, TO NIE TY MNIE WYBRAŁEŚ, TYLKO JA CIEBIE.

Od tamtego czasu jesteśmy we wspólnocie Domowego Kościoła razem z żoną i córkami, a dziś mamy ich trzy: Weronikę, Dominikę i Gabrysię. I to jest dla nas naprawdę błogosławiony czas, otrzymaliśmy tyle łask w Domowym Kościele, że nie wiem, jak za nie dziękować. Dziś prowadzę własną firmę transportową, zatrudniam pracowników, jestem uczciwym szefem. Bóg powołał mnie do roli szafarza nadzwyczajnego i mogę zanosić Pana Jezusa do chorych. Dziś jestem dobrym obywatelem, ale przede wszystkim mężem i ojcem dla swoich dzieci.

Ostatnio na Dniu Wspólnoty spotkałem księdza Macieja Będzińskiego – mojego dawnego kolegę z rodzinnej parafii. Opowiadał o misjach w Afryce i na innych kontynentach, jak wielkie są tam potrzeby, czego im brakuje, jaka bieda tam panuje, że potrzeba jest ogromnej modlitwy za nich. Po tym spotkaniu postanowiliśmy wspomóc misje, zarówno modlitewnie, jak i materialnie, przeznaczając część dochodów na kleryków na misjach, aby mogli się kształcić i głosić słowo Boże.

Bóg czasami zamyka drzwi, ale wtedy otwiera okno. Chwała Panu!

Jacek i Basia Rdzanek z Radomia